Home > Bujdy Bródzieńskie > Bujda o długopisie

Bujda o długopisie

Dawno, dawno temu (a zda się, że było to wczoraj) za siedmioma górami i siedmioma lasami król postanowił zapisać swoją złotą myśl. Już wziął do ręki długopis, już przyłożył go do kartki swego raptularza, gdy wtem (sic!) okazało się, że przyrząd przeznaczony do pisania przestał spełniać swoją powinność. Wykrzyknął (królowie tylko tak się wyrażają): “Muszę kupić nowy długopis!” W tej chwili jednak stanęła mu przed oczyma prawdziwa trudność: przetarg. Co to takiego? To nakaz królewski, któremu nawet sam król podlega. W królestwie panowały koleżeńskie układy, koterie i grupy wpływu, a także zwykłe lenistwo i rozrzutność, dlatego król wydał Uroczyste Rozporządzenie w Drodze Ustawy o Przetargach. Zrobił to nie tylko z obawy, ale także z miłości do swojego królestwa, która kochał ponad życie… no i żeby mieć więcej złota w skarbcu.

Król rozpisał przetarg, w którym jasno określił, że chce mieć długopis, sztuk jeden, w którym będzie mógł zapisać swoją złotą myśl.

Do przetargu stanęło trzech braci z cechu wyrobników materiałów piśmienniczych. Najstarszy brat zaproponował królowi złote pióro wysadzane diamentami, rubinami, szafirami, które układały się w królewski herb, do tego było 10 wkładów, w zależności, gdyby król chciał wybrać odpowiedni kolor. Także oferował serwis gwarancyjny i pogwarancyjny, gdyby kolor wyblakł, albo tusz w długopisie wysechł. Cena za taką kompleksową usługę musiała być królewska, no bo materiały, robocizna, serwis itd., itp. Zaproponował za długopis 1000 sztuk złota.

Drugi brat do przetargu zgłosił 10 długopisów, każdy najwyższej jakości, tytanowy, podklejany tkanką ceramiczną z poduszeczkami antyodciskowymi, wszystko zapakowane w pudełka z drewna afrykańskiego powlekanego jedwabną tkaniną z ręcznie malowanym motywem królewskiego potomka. On zaproponował 200 sztuk złota.

Stanął też do przetargu najmłodszy brat, którego wszyscy traktowali z góry, bo młody był i nie wiedział, jak wkupić się w łaski króla. On zaproponował monarsze najprostszy długopis (taki chiński, ze skuwką) za 10 miedzianych monet.

Otwarto przetarg. Król przeczytał z rozwagą wszystkie oferty i wybrał propozycję najmłodszego brata. I w końcu mógł w swojej księdze złotych myśli napisać z dumą: “Jeżeli masz to co chciałeś, to po co przepłacać”.

Tutaj nie kończy się ta bujda. Ponieważ dwaj starsi bracia byli ogromnie źli na młodszego, że psuje im rynek, że przecież król nie wie, po ile są długopisy i spokojnie można było mu wcisnąć drogi. A najstarszy brat jeszcze dodał od siebie, że przecież to jest król i należy mu się to co najlepsze, a nie jakieś takie byle co i że oni oferowali prawdziwie profesjonalne, jedynie godne króla usługi. Tak byli wściekli na młodszego brata, aż poszli do rady cechu wyrobników materiałów piśmienniczych, aby napomniał go z całą surowością, co też najwyższa rada cechu uczyniła, dbając o prawdziwe dobro i troszcząc się o lepsze jutro.